fish

Wedkarskie Orly

Tue, Aug 16, 2011

Na ryby, Wydarzenia

Wedkarskie Orly

Dwaj kuzyni: Piotrek i Wojtek to wysezonowani wedkarze, mialem juz przyjemnosc lowic z nimi szczupaki w Szwecji i bardzo sie ucieszylem ze dali sie namowic na Norwegie. Juz na lotnisku wiadomo bylo ze natychmiast musimy plynac na ryby, przebierali nozkami jak male dzieci.
Rozpakowywanie bylo oczywiscie symboliczne, jeszcze bardziej symboliczny posilek, ledwo zdazylem duszkiem nieomal wypic kawe i … juz bylismy na wodzie. Ochy i achy na temat norweskiej przyrody zaczely sie juz w samochodzie, na wodzie sie juz prawie zachlystywali i zaczelismy lowic … amoku w jaki wpadli chlopcy nie da sie opisac ! Kazde spuszczenie pilkera konczylo sie ryba, Wojtek ktory wczesniej opisywal wedkarskie “brawady” na kutrach z Wladyslawowa … jakos dziwnie zamilkl. Lowilismy do 3-ciej nad ranem i co ich najbardziej dziwilo to fakt; ze to sie nie konczy.
Po kilku godzinach snu i obfitym sniadanku ruszylismy znowu, tym razem na otwarty ocean. Ciezka “orka” trwala a kulminacja dnia byly zlapane jeden po drugim cztery dorsze: 13, 13, 10 i 8 kg. Do tego Piotrkowi spadl taki ktorego ledwo udalo sie oderwac od dna. Komentarz Wojtka byl taki : “-Wczoraj bylo dobrze, dzisiaj lepiej, az strach pomyslec co bedzie jutro”.
“Jutro” nie bylo rozczarowaniem, a niby to dla smiechu Chlopaki postanowili liczyc zlowione ryby, ja bylem pelen podziwu ze im sie chce. Szczegolnie ” trudny” moment nastapil gdy najechalismy duze stado ladnych czarniakow i zmeczeni holami tych walecznych rybich torped modlilismy sie niemalze aby tylko pilker dolecial do dna nie zaatakowany. Alternatywnie mozna przeciez odlozyc wedke i odpoczac, … ale jaki prawdziwy wedkarz odklada kij gdy ryby bija jak szalone?! … i kolko sie zamyka. W koncu zmienilismy miejsce, czarniaki wygraly a dla odmiany trafilismy na glodne dorsze, te z kolei na 80-ciu do stu metrow … krotko mowiac znowu ciezka praca; kto nie holowal 6-cio kilogramowego dorsza z takiej glebokosci, nie zrozumie. Koniec koncow, licznik stanal na 124-u rybach i postanowilismy wracac.
Na ostatni dzien chlopaki zamowili sobie karmazyny i rybe ich marzen: halibuta. Musze tutaj dodac ze w Norwegii praktycznie nigdy nie wiadomo co wisi na koncu kija, i dopoki sie ryby nie zobaczy bardzo trudno powiedziec co to jest bo wszystkie sa silne. W zwiazku z tym nie jest latwym zadaniem nastawic sie na konkretna rybe. Wyglada jednak na to ze moje Orly mialy bozkow wedkarskich po swojej stronie bo byly karmazyny i wyjechal halibut. Podsumowujac, wyjatkowo udana wyprawa i gratulacje dla obydwoch za wszystkie “zyciowki”, a bylo ich troche!

Leave a Reply