Ale bylo fajnie!!!
Najpierw bylem lekko sceptyczny bo Edward juz na wstepie zaznaczyl ze ekipa sklada sie z niezbyt doswiadczonych wedkarzy, a bedzie ich czterech. Padl na mnie blady strach i juz sie przymierzalem do kupna jakiegos kasku, postanowilem jednak zaryzykowac.
Po przyjezdzie okazalo sie ze jest jeszcze smieszniej bo bylo dwoch wedkarzy i dwoch … golfiarzy, ktorzy nigdy w zyciu nie spiningowali.
Na ryby poplynelismy jeszcze pierwszego wieczoru … i kto polowil najlepiej!? … Jurek-milosnik golfa i jego syn Mateusz zawodowiec w tym dziwnym chodzeniu po trawie, a najwieksza ryba miala 91 cm(niezly poczatek wedkarskiej kariery).
nastepne dni nalezaly juz jednak do wedkarzy czyli: Edka i jego syna Cypriana, ktorzy wykazali sie przed swoimi kolegami przede wszystkim wytrwaloscia na placu boju, co z kolei przelozylo sie na ilosc i jakosc zlapanych zebaczy.
Generalnie bylo super wesolo, wedkowanie przeplatane golfem, a przede wszystkim duzo pieknych ryb i … kazdy zaliczyl zyciowke.Mam nadzieje ze wroca bo bylo odlotowo!


Leave a Reply