Juz na lotnisku , na dzien dobry, Pawel powiedzial: tym razem przyjechalem po metrowke! … no coz nie on pierwszy.
Wiekszosc moich gosci wyobraza sobie Szwecje jako szczupakowy raj, gdzie wielkie szczupaki nieomal same wskakuja do lodzi i gdzie nie wrzucisz przynety to natychmiast jest branie.Niestety prawda jest nieco inna i czasami ciezko sie trzeba narzucac zeby wogule cos zlowic… Tak bylo dzisiaj. Pomimo slonecznej pogody zimny polnocny wiatr chlodzil wode i ostro rosnace cisnienie tez nie sprzyjaly dobrym braniom.Bardzo sporadycznie biorace szczupaki nie imponowaly ani rozmiarem ani checia do walki, krotko mowiac dzien -zmora dla przewodnika … czyli mnie.Rzutem na tasme postanowilem sprawdzic jeszcze jedna miejscowke i …bum!!!
Pawel mial strasznie smieszna mine nie bardzo rozumiejac co sie dzieje na koncu jego kija (myslal ze to zaczep), ale kiedy “zaczep” ruszyl nastapila emocjonujaca walka zakonczona ladowaniem pieknego zebacza dlugosci 103cm w znakomitej kondycji. Pierwsza metrowka w zyciu stala sie faktem, a przyneta na ktora skusila sie ryba marzen byl perlowy Mutant z carnym grzbietem.


Leave a Reply