Wędkarski Świat nr.02'2002 autor : Marek Szymański (Zastępca red. naczelnego WŚ)
 
ZWYCIĘZCY PUCHARU "WŚ" W SZWECJI

Celem nagrodowej wyprawy zwycięzców II Pucharu Wędkarskiego Świata było łowienie "wszystkiego co żyje" w wodach Archipelagu Nynashamn. 25 października to jeszcze dobra pora na szczupaki i okonie, a już można liczyć na troć - herbową rybę sezonu jesienno - zimowego. Wieści o połowach troci nie były co prawda optymistyczne (zameldowano tuż przed wyjazdem, że na razie złowiono tylko jedną rybę), ale szwedzkie szczupaki wystarczająco działają na wyobraźnię polskiego wędkarza, aby atmosfera była gorąca. Skład ekipy: Grzegorz Zarębski ze Zgorzelca - utytułowany zawodnik, zwycięzca II Pucharu Wędkarskiego Świata, Sławomir Czajkowski z Piły - II miejsce na naszym Pucharze oraz Jacek Kolendowicz i Marek Szymański jako obsługa prasowa.

W Nynashamn, oprócz fundatorów nagrodowej wyprawy - Tomka Krysiaka, przywitał nas prezes Wydawnictwa "Wędkarski Świat" Piotr Piotrowski, który ze swoją ekipą znęcał się już od tygodnia nad zębatymi i to z niezłym skutkiem. Oprócz dwóch metrówek złowili pięć szczupaków powyżej 90 centymetrów i przy okazji kilka pięknych okoni, które bez oporów zasysały duże szczupakowe przynęty.


Szkoła polsko-szwedzka

Prosto z promu cała ekipa zapakowała się od razu na łódź Grzegorza. Drugi Grzegorz (Zarębski - dla odróżnienia zwany "Siwym", ze względu na swa bujną śnieżnobiałą czuprynę) nie chciał nawet słyszeć ani o szczupakach, ani o trociach, nastawiając się na precyzyjne łowienie swych ukochanych okoni. Nasze wątpliwości co do precyzji delikatnego łowienia na morzu w dryfie Grzegorz kwitował uśmiechem mówiącym "ja swoje wiem".

My też wiedzieliśmy swoje - w końcu to już była któraś kolejna nasza wyprawa w te rejony, więc podstawą naszego arsenału były duże i średnie gumy. I nie była to pomyłka. Zarówno szczupaki ekipy Piotra jak i nasze zostały złowione w większości na rippery o długości od 12 do 15 cm, przy czym kolor przynęty nie miał większego znaczenia.

Obławialiśmy głównie trzcinowe kanty ze spadkami od 1 m przy samych trzcinach, do 4-6 m. Obowiązywała metoda polsko - szwedzka, czyli łowienie w szybkim dryfie z opadu. Siwy usiłował, co prawda, namówić naszych gaidów na zastosowanie kotwicy (urządzenia, które w Szwecji używa się wyłącznie podczas zagrożenia życia), aby wypróbować swoje przynęty, których setka mieściła się w pudełku wielkości paczki papierosów, ale nie spotkało się to z aprobatą "wycieczki".

Okonie były więc tylko rzadkim przyłowem. Brały na dziwne przynęty - czterdziestaki Piotra i Tomaszka skusiły się na piętnastocentymetrowego ripper i na pomarańczową trociową wahadłówkę tej samej długości.

Dwa metry szczupaków

Wyniki szczupakowe zadowoliły wszystkich uczestników wyprawy. Złowiliśmy kilkadziesiąt szczupaków do 4 kg i dwie metrówy. Pierwsza wzięła już pierwszego dnia w ciasnym kanale pomiędzy dwiema wyspami. Przesmyki z wodą głęboką na 3-4 metry okazły się zresztą najlepszymi miejscami.

Drugiego dnia przeżyliśmy chwile grozy. Płynęliśmy ślizgaczem uzbrojonym w monstrualny, dwustukonny silnik po właśnie wyremontowaną łódź Tomka, na której miało się odbyć pierwsze wędkowanie. Los rzucił mnie na dziób ślizgacza. W czasie przejażdżki z prędkością ponad 50 węzłów (prawie 100 km/h) na dość dużej fali, wyleciały mi szkła z oprawek okularów, a przerywany co chwila kontakt z pokładem przepłaciłem niezłymi sińcami.

Ale to był dopiero początek. Gdy wracaliśmy wyremontowaną, większą łodzią, rozszalał się sztorm i Tomaszek zafundował nam, jak określił "prawdziwie męską przejażdżkę". Jacek z Siwym przezornie schowali się za szybą z tyłu łodzi, ale znów ktoś musiał być na dziobie. Padło na mnie i na Sławka. Przeżyliśmy piekło. Niemalże osiągnęliśmy stan, w którym "jest już wszystko jedno". Nogi nie były w stanie amortyzować uderzeń łodzi o ogromne fale. Po uderzeniu każdej kolejnej fali widzieliśmy się za burtą. Do tego deszcz, który wbijając się w powieki z prędkością 100 na godzinę powodował przenikliwy ból i całkowitą ślepotę. O tym, jak ten deszcz był odczuwalny na rękach i policzkach nie wspomnę. Myślę, że wolałbym, aby ktoś sypnął mi w twarz łopatą żwiru.

Los okazał się jednak sprawiedliwy - cierpienia Sławka nie poszły na marne. Zaczęło się trzeciego dnia. W miejscu zwanym tutaj "Przy szpitalu" (to taka trociowa "bankówka" koło Nynashamn, gdzie zatrzymuje się każda łódź wychodząca z portu), spadła Sławkowi z relaxowskiego kopyta piękna, gruba, srebrna troć. Przedtem, na oczach zastygłych w bezruchu uczestników wyprawy, wykonała wspaniały taniec zwycięstwa. W chwilę potem Jacek złowił jedyną trotkę wyprawy, ... choć już nie tak piękną.

Około południa Sławek kontynuuje dobra passę - zacina DUŻĄ RYBĘ pośrodku kanału głębokiego na 4m. Wieje dość silny wiatr, więc doholowanie co chwilę wysnuwającego żyłkę potwora do dryfującej łodzi nie jest łatwe. W końcu Tomek olbrzymim łososiowym podbierakiem ląduje wielkiego szczupaka do łodzi. Waga wskazuje prawie 10 kg - życiówka Sławka i największa ryba wyprawy. Szybka sesja fotograficzna i szczupak wraca do wody w znakomitej kondycji - podobnie jak inne ryby złowione na wyprawie "Wędkarskiego Świata".
***
Został nam jeszcze kawałek poniedziałku. Spędziliśmy go na podziwianiu szwedzkich widoków w pełnym słońcu i testowaniu echosond Lowrance - nagród ufundowanych przez Johna Ezendama z firmy Lowrance dla zwycięzców Pucharu "WŚ". Przy "lampie" (jaskrawa, słoneczna pogoda) i kompletnej flaucie (brak wiatru, lustrzana powierzchnia wody)ryby nie żerowały zupełnie. Ale i tak wyjechaliśmy z Nynashamn zadowoleni. Absolutny profesjonalizm najlepszego bałtyckiego przewodnia Tomka Krysiaka, stworzony przez niego przyjacielski klimat wyprawy, wspaniałe szczupakowe i trociowe łowiska, surowe piękno bałtyckich szkierów, doborowe towarzystwo świetnych wędkarzy. To wszystko na długo pozostanie w naszej pamięci.

Marek Szymański (Zastępca red. naczelnego WŚ)

Home
Nasza oferta
Cennik
Wydarzenia
Teksty
Galeria zdjec
Linki
Kontakt
 
  Copyright 2002 - 2006 NetMedia & hotele.pl - All rights reserved