Moja ostatnia ekipa skladala sie z … Andrzeja. Na codzien jest bardzo zajetym czlowiekiem, przyjechal wiec sam by wypoczac oddajac sie swojej wielkiej pasji jaka jest lowienie ryb. Pomimo ze pierwszy raz na szkierach bardzo szybko odnalazl sie w specyficznym “szkierowym” lowieniu, wychowany na blachach i obrotowkach ciezko pracowal nad opanowaniem “technik gumowych” i pozbyciem sie paru starych nawykow, ktore powodowaly ze np. spadalo mu sporo ryb. Efekty nie daly na siebie dlugo czekac, a ukoronowaniem byl piekny komplet 91, 94 i 96cm wyjety jednego dnia.
Przy okazji super atmosfera na lodce ( pomimo mojej ogolnie znanej tyranii!!!), piekna sloneczna pogoda i sledzie w ktorych lowieniu Andrzej stal sie prawdziwym mistrzem. Malo tego, nawet nie mrugnal okiem gdy jego pierwszej w zyciu metrowce pozwolilem wyskoczyc z podbieraka, i chyba zawdzieczam mu zycie bo mnie powstrzymal przed popelnieniem z tegoz powodu harakiri!
Zlowilismy mase pieknych ryb, Andrzej pobil wszystkie swoje zyciowe rekordy w szczupaku (zarowno ilosc jak i dlugosc) i wydaje mi sie ze wyjezdza zadowolony. Ja z kolei mialem kilka dni luksusu na lodce ktore, uczciwie mowiac bardzo mi sie przydaly by “naladowac baterie”.


Leave a Reply