fish

I znowu minal tydzien …

Fri, May 14, 2010

Na ryby

I znowu minal tydzien …

… I jak zwykle nie bylo nudno. oprocz Szanownego Armatora mialem przyjemnosc goscic moich sympatycznych kompanow z dawnych wypraw : Zawara, Krasnala i Macka, a na dodatek wszystkiego w domku obok mieszkala przesympatyczna ekipa z Towarzystwa Przyjaciol Rzeki Leby, ktorzy chwilowo trocie zamienili na szczupaki. W takim gronie bylismy skazani na sukces … jezeli nie wedkarski to napewno towarzyski.
Zeby sie za bardzo nie rozpisywac, powiem krotko … bylo pieknie ! Ryby , choc nie byly latwe do namierzenia ( znowu te krecace wiatry), dopisaly swietnie i kazdy zaliczyl “metrowke”, niektorzy nawet dwie. Najdluzsza rybe zlapal Armator, 112cm, w przepieknej kondycji, wyprzedzajac mnie o … 1cm! Jak sie zapewne domyslacie wieczory tez nie nalezaly do smutnych, bo przeciez to wszystko trzeba bylo potem opowiedziec przy …..!
Ryby stoja w dalszym ciagu plytko, biora kaprysnie a czesc jest jescze nie wytartych. Pomimo niewatpliwego sukcesu jakim jest 15 wyjetych metrowek, uwazam ze ta wiosna jest przedziwna i trudno sie do niej dopasowac. Z dnia na dzien jest inaczej, ryby “pojawiaja sie i znikaja”, trzeba duzo plywac i caly czas kombinowac.Najlepiej spisuja sie lekko uzbrojone gumy (np. duzy Buster, ktory na 7gr. glowce potrafi wyczyniac cuda), ale chlopaki polowili tez na blachy i nawet obrotowki.Wlasnie przyjechala nowa zaloga, juz przebieraja nozkami, wiec koncze i do nastepnego raportu !

Leave a Reply