Lato nie jest moja ulubiona pora roku na guidowanie, ale przeciez nikt nam nie obiecal ze zycie bedzie latwe!
Krzysiek nie wybral sobie poczatku sierpnia dlatego ze lubi, tylko ze malolaty za chwile zaczynaja szkole. Przyjechali we trzech (wszystkie Krzyski), na klatach napis “Israeli Special Forces”, … nabralem respektu ! Raporty z Hjälmaren na ktore zmierzalismy nie byly rewelacyjne, ale cos tam sie dzialo.
Pierwszy dzien naszej wyprawy zaczal sie totalna flauta i lejacym sie z nieba zarem.Ryby ktore wedlug echosondy staly “na gesto”, nie wykazywaly najmniejszej ochoty do wspolpracy, i pomimo stachanowskich nieomal wysilkow efekty byly mizerne.
Pozostale dwa dni nie byly lepsze! Zadna ze zlowionych przez nas rybek nie zaslugiwala na zdjecie, wiec jedynym polowem ktory zostal uwieczniony byly raki, zlowione przez chlopakow dzieki naszemu gospodarzowi ktory udostepnil swoje pulapki.
Ostatniego dnia, w akcie desperacji zmienilem nawet akwen, dalo to troszke wiecej bran i sandaczyka, ktory dla Krzyska (ojca) byl zyciowka … bo pierwszy !
Wogole to glupi chyba jestem ze to pisze, bo po co mi taka reklama , ale obiecalem sobie ( i Krzyskowi), ze ja tam wroce, niech sie tylko ochlodzi … a wtedy to … !!!


August 25th, 2009 at 10:53 pm
Faktycznie nie brały, ale i tak było dobrze. Spędziliśmy bardzo przyjemne 3 dni … do tego raki były naprawdę pyszne. Dzięki i serdeczne pozdrowienia.
K&K&K
P.S. Pojawimy się tam znów, jak będzie chłodniej :).