Pod znakiem Lajkonika 2005-11-16 11:27:42
Ubiegly weekend mialem przyjemnosc spedzic na wodzie w milym i wesolym towarzystwie
ekipy z Krakowa.Pierwszy wieczor przy sledziku ,wedzonych krewetkach i doslownie kieliszeczku Debowej minal w super atmosferze pelen wybuchow smiechu po niezliczonych kawalach a przede wszystkim przypadkach "ofiary losu" Roberta.
Pierwszy ranek przywital nas spokojnym wiatrem i generalnie ladna pogoda, wiec po kilku
"szybkich" szczupakach zapadla decyzja : na sandaly."gumowanie" sandaczy z 12-stu metrow wymaga techniki i koncentracji, oczywiscie wiekszosc bran nastepuje kiedy jest sie zajetym czym innym a szczegolnie narzekaniem ze nie biora, jednak Krakowiacy wykazali sie klasa i ponad 30 sandaczy obejrzalo poklad lodzi zanim wrocily do wody(oczywiscie oprocz tych "wytypowanych" na kolacje.
Dzien drugi minal pod znakiem "kaczego dzioba" i tutaj Marcin Ktory wczoraj krolowal w sandaczach musial oddac palme pirwszenstwa Arturowi ktory zlapal szczupaka 96 cm, pöprawiajac swoj rekord zyciowy dosc znacznie.
Potwornw wietrzysko dnia trzeciego zniweczylo ambitne plany trociowe, i dalo powod do dyskusji co rzucilo na kolana Robercika : rozszalaly zywiol czy tez zemsta Jana Behera ?
Klinij miniaturkę zdjęcia aby je powiększyć   |